Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Opowieść wigilijna - treść lektury - strona 83


komórki.

Bob już w sieni zdjął kapelusz i szalik, a otworzywszy drzwi – natychmiast usiadł na swoim
stołku i jego pióro zaczęło tak szybko posuwać się po papierze, jakby chciało dogonić stracony
czas.

– A to co? – burknął Scrooge, starając się swemu głosowi nadać ton jak najbardziej surowy. –
Jak można tak się opóźniać? Co pan sobie myśli?

– Wiem, zawiniłem – szepnął pokornie Cratchit – bardzo pana przepraszam za spóźnienie...
– Spóźnienie! – burknął znów Scrooge. – Ja sądzę, że to porządne spóźnienie. Proszę tu do
mnie!
– Przecież zdarzyło się to tylko raz w ciągu całego roku... – usprawiedliwiał się Cratchit,
wychodząc ze swej nory. – Nie powtórzy się to więcej, zapewniam pana. Wczoraj zabawiłem się
trochę.
– Wszystko to bardzo pięknie – przerwał mu Scrooge – muszę jednak oświadczyć panu, że
wcale nie myślę dłużej znosić czegoś podobnego. Dlatego – ciągnął dalej, zeskakując szybko z
krzesła i dając Bobowi takiego kuksańca, aż ten zatoczył się do swojej komórki – dlatego...
podwyższam panu pensję!
Bob, przerażony, rzucił się do linii leżącej na kantorku. Miał zamiar schwycić Scrooge’a za
kołnierz, zawołać ludzi i przy ich pomocy wpakować pryncypała w kaftan bezpieczeństwa.
Nie doszło do tego.

– Życzę ci wesołych świąt, Robercie! – odezwał się Scrooge tak poważnie i tak serdecznie, że
nie można było wątpić w szczerość jego słów, tym bardziej, że jednocześnie poklepał Boba po
ramieniu z poufałością dobrego przyjaciela. -Z całego serca pragnę, aby tegoroczne święta
wynagrodziły ci wszystkie święta, któreś tu ze mną spędził. Tak jest, Robercie, podwyższam ci
pensję i dołożę wszelkich starań, aby postawić na nogi twoją rodzinę, padającą z przepracowania.
Rozpatrzymy tę sprawę dziś po południu, przy szklance gorącego grogu. A teraz, Robercie,
rozpal ogień na kominku i nie żałuj węgla!

Scrooge zrobił więcej niż obiecał. Co zaś do maleńkiego Tima, który wcale nie umarł – stał
się dlań drugim ojcem.

Zmienił się zupełnie. Odtąd był dobrym przyjacielem i chlebodawcą, słowem – takim
człowiekiem jakimi bywali ludzie za dobrych, starych czasów, w dobrym, starym kraju.
Niektórzy szydzili z tej zmiany, lecz on nie zwracał na to uwagi. Miał tyle rozumu, że wiedział,
iż to, co na świecie dobre zawsze jest przedmiotem szyderstwa ze strony niektórych ludzi. Ich
należy uważać za ślepych. Scrooge sądził też, że lepiej, aby kalectwo ujawniało się w postaci
zmarszczek dokoła oczu, wywołanych ciągłym uśmiechaniem się do bliźnich, niż w innej mniej
przyjemnej postaci. Jego dusza pełna była pogody i radości – i to mu wystarczało do szczęścia. Z
duchami więcej spotkań nie miał, natomiast pozawiązywał przyjaźnie z ludźmi i podtrzymywał
je, a całe jego życie toczyło się wśród dobrych uczynków. Jakoż mówiono później, że nikt tak
przykładnie nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia, jak on.

Życzę Wam z całej duszy, żeby tak o Was mówiono, drodzy Czytelnicy, a także o mnie i o
wszystkich, a wtedy – jak pięknie powiedział maleńki Tim – Bóg będzie błogosławił wszystkim i
każdemu z osobna.