Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Opowieść wigilijna - treść lektury - strona 7

badał gościa w dalszym ciągu
Scrooge.
– Są czynne bez przerwy – brzmiała odpowiedź.
– Chwała Bogu! Pańskie żądanie i to, co pan na wstępie powiedział, wzbudziło we mnie
obawę, że coś wstrzymało ich użyteczną działalność. Bardzo mnie cieszy, że tak nie jest.
– Ponieważ powszechnie wiadomo, że wspomniane instytucje, pomimo usilnych zabiegów,
nie są w stanie po chrześcijańsku zaspokoić ani duchowych, ani cielesnych potrzeb wszystkich
biedaków, przychodzimy im z pomocą, zbierając ofiary na dostarczenie chociaż najbiedniejszym
jadła, napojów i środków do ogrzania zlodowaciałych mieszkań. Wybieramy ten czas, ponieważ
w tak wielkie święta bieda najwięcej daje się we znaki; zamożni zaś najwięcej się radują i
używają sobie. Na jaką sumę mam pana zapisać?
– Proszę mnie wcale nie zapisywać – odpowiedział Scrooge.
– Rozumiem. Życzy pan sobie pozostać ofiarodawcą bezimiennym?
– Życzę sobie, aby mnie zostawiono w spokoju – rzekł Scrooge. – Skoro mnie panowie
pytacie o moje zapatrywania, oto jest odpowiedź: nie cieszę się ani też nie używam sobie podczas
świąt Bożego Narodzenia i nie stać mnie na to, abym przyczyniał się do wesołości i używania
próżniaków. Wspieram instytucje, o których wspomniałem; niech tam więc udadzą się ci, którym
nie jest dobrze we własnych domach.
– Wielu nie może się tam dostać, a wielu wolałoby raczej umrzeć, niż tam się znaleźć –
zauważył jegomość.
– Skoro wielu wolałoby raczej umrzeć – odparł Scrooge – niechże to uczynią i w ten sposób
zmniejszą nadmiar ludności. Zresztą, proszę wybaczyć, ja się na tych sprawach nie znam i w
ogóle mało mnie one obchodzą.
– Może się pan z nimi łatwo zapoznać, trzeba tylko trochę serca i dobrej woli.
– Ani myślę, to nie mój interes. Wystarczy, jeżeli człowiek zna i rozumie własny interes i nie
miesza się do cudzego. Mój pochłania