Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Opowieść wigilijna - treść lektury - strona 4

bogatszy. W ten dzień po
sprawdzeniu ksiąg handlowych przekonujesz się, że po dwunastu miesiącach galerniczej pracy
nie masz odrobiny zysku... Gdybym był pracodawcą, to każdy idiota, włóczący się z życzeniem
„wesołych świąt”, zostałby ugotowany w jego świątecznej potrawie i pogrzebany z gałązką
choinki zatkniętą w serce. To byłoby rozsądne i słuszne!

– Wuju! – łagodnie mitygował go siostrzeniec.
– Siostrzeńcze! – przerwał wuj surowo – święć dzień Bożego Narodzenia na swój sposób, a
mnie pozwól obchodzić go po mojemu.
– Obchodzić! – powtórzył siostrzeniec. – Ależ ty go wcale nie obchodzisz, wuju.
– Dajże mi już pokój, do licha! – sarknął Scrooge. – Zobaczymy, co ci dobrego przyniosą
tegoroczne święta. One ci zawsze dużo dobrego przynoszą!
– Przyznaję, że wiele było sytuacji, z których mogłem wyciągnąć korzyści, a jednak nie
wykorzystałem ich – odparł siostrzeniec. – Między innymi, święta Bożego Narodzenia! Mimo to
zawsze myślę o nich nie tylko jak o czcigodnej pamiątce dla całego chrześcijańskiego świata, ale
także jak o chwilach bardzo upragnionych. Są to bowiem chwile dobre, pokrzepiające, radosne.
Zawsze oczekuję ich z serdecznym pragnieniem i obchodzę z radością. Są to w długim
kalendarzu rocznym jedyne dnie, w których wszyscy, kobiety i mężczyźni, jakby na podstawie
wspólnej ugody, otwierają swe często zaryglowane serca i myślą o biedniejszych bliźnich. I
dlatego, wuju, choć święta te nigdy nie wzbogaciły mnie ani o ziarnko srebra czy złota, wierzę,
że przyniosły mi niejedno dobro i jeszcze przyniosą mi wiele radości. Dlatego też chwalę je.
Pomocnik Scrooge’a, ślęczący nad robotą w sąsiedniej izdebce, gorąco przyklasnął tym
słowom, spostrzegłszy jednak niewłaściwość swego entuzjazmu, zaczął drętwymi z zimna
palcami poprawiać ogień na swym kominku. W efekcie zgasił